Za rzekami, za bagnami, jest królestwo Króla Biebrzy. Żyje sam, lecz nie ma zbyt dużo czasu na samotność, odwiedzają go setki turystów, ma grono oddanych przyjaciół, lecz przede wszystkim, czas w tym małym królestwie zabiera liczna gromada zwierząt. Są i konie i Koniki Polskie i krowy i imponująca liczba 18 psów. Obok tej stałej świty, bardzo często zdarzają się sezonowe odwiedziny poselstwa ptaków, saren, łosi i czasem wilków. W miejscowości Budy (w zasadzie to tylko 3 domy) jest od lat jedynym przedstawicielem gatunku ludzkiego (i to w pełnym tego słowa znaczeniu - Ludzkiego) mieszkającym tam przez okrągły rok.
Krzysztof Kawenczyński to człowiek serdeczny, z poczuciem humoru i co ważne życzliwy ludziom. Wystarczy krótki kontakt z Królem, aby odkryć, że posiada nieprzeciętną osobowość. Oczywiście są i tacy, którzy stukają się w głowę, lub nazywają go dziwakiem, szczególnie wtedy, kiedy usłyszą na jak trudne życie się zdecydował i to całkowicie świadomie. Na całe szczęście, docierają do niego głównie wycieczki szkolne, trochę obcokrajowców zauroczonych takim sposobem na życie i pozostali, którzy wiedzą czego szukają i czego należy się spodziewać.
Wszyscy ci, którzy głęboko wrośli w codzienny miejski kierat, dla których religią stało się odwiedzanie galerii handlowych, a największą przyjemnością są telewizyjne programy typu „jak oni tańczą, śpiewają, jak oni jedzą i bąki puszczają” w zasadzie nie powinni się na te bagna zapuszczać… nic tam po nich, to dwa różne światy. Król z wykształcenia jest filozofem, w odległych czasach był mieszkańcem Warszawy, posiadał antykwariat, historia to jego pasja, ale widocznie czegoś brakowało, skoro już 18 lat temu zdecydował się sprzedać wszystko i rozpocząć nowe życie w okolicy biebrzańskich bagien. Uciekł od codzienności, od polityki, od wszechobecnych reklam, ogłupiającej telewizji i teraz żyje zgodnie z naturą, a jedyne media z jakimi ma ciągły kontakt to prąd i telefon. Jest szczęśliwy, a przynajmniej stara się być, bo w końcu nie zawsze jest niedziela. Jedno jest pewne, znalazł swoje miejsce na ziemi i zdecydowanie nie chce go zmieniać na żadne inne. Co prawda czas jakiś temu, w grypowej gorączce, powiedział tym i tamtym, że ma dość, że trudne warunki coraz bardziej mu doskwierają, ale dziś gorączka dawno minęła i to gadanie można między bajki włożyć!
Krzysztof to trochę idealista, trochę człowiek z innego świata, lekko roztargniony, skromny i o spokojnym usposobieniu. Dziś mówi: „…w zasadzie to ja chcę pozbyć się zupełnie pieniędzy ze swojego życia, już prawie mi się udaje, tylko jeszcze na stacji benzynowej tego nie mogą zrozumieć, i tam mam największe problemy, ale myślę o tym i może się to jakoś uda załatwić w przyszłości…”, a w rozmowie ze specjalistką z dziedziny hodowli bydła „… Panie Krzysztofie, więc te byki to najlepiej oddać do rzeźni na mięso”. Król odpowiada: „… eee… nieee… na mięso? Zabijać? … To jakoś mi nie pasuje… puszcze je wolno i niech sobie żyją.” Pani odpowiada: „ ale to niebezpieczne, to duże zwierzęta i mogą być niebezpieczne.” Król zamyślił się: „ tooo… się je wykastruje i niech sobie biegają szczęśliwe po łąkach”. Co do kontaktów z turystami… to sprawa dosyć skomplikowana, jak sam twierdzi: „kończę ze wszystkimi inwestycjami w „Suchej Barci”, będę tylko utrzymywał obecny stan, jeśli chodzi o gości to najlepiej gdyby przyjeżdżały tylko wycieczki szkolne, bo one były tu od zawsze i chcę żeby nadal tak było, a co do turystów prywatnych, to wolałbym żeby ich za dużo nie było, oczywiście jak ktoś już przyjedzie, to go przyjmę serdecznie, bo ja lubię ludzi, tylko nie przepadam za tłokiem i dużym zamieszaniem”. Tyle o człowieku, żeby go opisać trzeba by napisać, co najmniej małą książkę, więc najlepiej poznać go osobiście, a jest szansa, że się uda. Nie byłoby królestwa, bez Króla, ale i nie byłoby Króla gdyby nie miejsce, jakie wybrał. A miejsce jest naprawdę magiczne. W dwóch zabytkowych drewnianych chatach znajduje się mnóstwo starych narzędzi codziennego użytku, także rolniczych, często zabytkowych, cała armia drewnianych rzeźb, (głownie prymitywne figurki tworzone przez ludowych twórców), obrazów, książek, naczyń i innych cudów z przeszłości. Można by obdzielić tym wszystkim duży skansen.
Tak naprawdę to powoli zaczyna brakować miejsca na ustawianie skarbów wszelakich. Człowiek zwiedzający chaty, żywcem przenosi się w przeszłość. Część eksponatów jest w ciągłej eksploatacji, można, więc zagrać na zabytkowym pianinie (jeśli ktoś potrafi:)), posłuchać płyt z lat dwudziestych, przygotować sobie posiłek na kominku czy przy ognisku i zjeść drewnianymi łyżkami z drewnianych misek, lub po wcześniejszym uzgodnieniu z Królem, skorzystać ze starej oryginalnej sauny (Król musi mieć chwilę na jej przygotowanie). Latem mycie załatwiają wielkie blaszane balie, w których woda nagrzewa się przez cały dzień, ta naturalna łazienka ma piękny widok, na łąki i las. W tym niesamowitym miejscu, szczególnie dla ludzi nieprzyzwyczajonych, jest jeden wielki minus, to… komary. Byłem na mazurach, ktoś pomyśli, i wiem, co to komary, nic strasznego. Tyle, że na biebrzańskich bagnach, od wiosny do początków jesieni tych komarów są miliony, w zasadzie cały czas lata ich wokół naszego ciała kilkanaście, a w niektórych porach dnia i roku dużo więcej. Można podobno się przyzwyczaić, albo po kliku godzinach machania rękami uciekać. Jak twierdzą niektórzy, komary i gzy to błogosławieństwo dla tej krainy, która nie poradziłaby sobie z najazdem tłumów. To taka naturalna przeszkoda dla tych „„cywilizowanych”” (w podwójnym cudzysłowie), po których zostają śmieci, sterty puszek po piwie, pogorzeliska i ciągła głośna muzyka w lesie. W sezonie letnim, obok „Suchej Barci” jest małe pole namiotowe prowadzone przez miłą starszą panią (tworzyła, być może nadal tworzy filmy przyrodnicze), warunki są tam także bardzo „ekologiczno-surowe”, i jest to alternatywa, dla tych, którzy lubią świeże powietrze pod namiotem lub nie znajdą miejsca u Króla Biebrzy.
| Zaprint - Wszelkie prawa zastrzeżone, © 2008 | Created by WebArtis |
O nas | Współpraca | Regulaminy | Polityka prywatności | Reklama | Kontakt | Noclegi na Mazurach |
|